Statystyka

niedziela, 4 stycznia 2015

Rozdział 4 "Mógłbym to samo powiedzieć Tobie."

Harry's Pov

Minęły już 2 tygodnie odkąd ja i Brooke nie jesteśmy razem. Nie odezwała się do mnie nawet ani razu w szkole, podobnie jak Lauren, która uważa, że jestem kutasem, bo zerwałem z jej najlepszą przyjaciółką w tak okrutny sposób. Ja sam unikałem kontaktu z innymi ludźmi, nawet moimi przyjaciółmi. Nie interesowało mnie co dzieje się w szkole, czasami opuszczałem zajęcia, ale nie przez to, że zerwałem z Brooklyn, nie. Coś jest po prostu ze mną nie tak.
Usłyszałem dzwonek do drzwi, a ponieważ nikogo nie ma w domu, sam muszę sprawdzić kto przyszedł. Zszedłem na dół i otworzyłem drzwi.
-Hej młody jest Gemma? - zapytała rozpromieniona przyjaciółka mojej siostry, Cara.
-Nie, pojechała gdzieś z mamą, chyba na zakupy, czy coś. - mruknąłem.
-Oh, bo umawiałyśmy się, że mam u niej być o 15.
-No trudno, do widzenia. - chciałem zamknąć drzwi, ale dziewczyna je przytrzymała.
-Co z Tobą, że jesteś taki wredny? - zapytała.
-Nie ważne. - odparłem. - Możesz już iść, proszę?
Nie to, żebym jej nie lubił (chociaż nie lubię), ale nie miałem ochoty, żeby mi ktoś zawracał dupę.
-Taa, na razie, Harry.
Na reszcie poszła. Chciałem już iść do góry kiedy ponownie zadzwonił dzwonek. Co ta laska znowu chce?
-CZEGO JESZCZE CHCESZ? - krzyknąłem gdy ponownie otworzyłem drzwi.
-Też miło Cię widzieć. - zaśmiał się Ashton wchodząc do domu, omijając mnie, opierającego się jedną ręką o framugę.
Jeszcze lepiej.
-Do rzeczy. - powiedziałem.
-Więc wychodzimy na imprezę. - oznajmił mój przyjaciel.
-Jaką imprezę?
-Do jakiegoś klubu, razem z resztą.
-Jaką resztą? - zapytałem przymulony.
-Kurwa, Harry co z Tobą człowieku? Z Niallem, Scottem i moim braciszkiem Lukiem.
-Aha, nie idę.
-Co? Czemu? Masz doła, bo zerwałeś z laską czy okres? - zaśmiał się.
-Zamknij się.
-Fajnie, dalej ubieraj buty i wychodzimy. - popchnął mnie w stronę drzwi.
Założyłem czarne vansy, zabrałem wiszące na ścianie klucze, upewniłem się czy mam w kieszeni swój telefon i wyszedłem razem z Ashtonem.
Jak zwykle muszę brać swój samochód, bo genialny Ash nie zdał na prawko.
Oznajmił, że wszyscy już są pod klubem i pokierował mnie jak muszę jechać. Musieliśmy jeszcze podjechać pod dom Ashtona, żeby zabrać jego brata. Około 15 minut później byliśmy już na miejscu. Zaparkowałem samochód na parkingu obok klubu i udaliśmy się w jego kierunku. Wszyscy już tam byli i palili przy wejściu.
-Kto to w końcu do nas wyszedł. - krzyknął Niall. - Harry słoneczko. - poklepał mnie po poliku.
-Super, dasz fajkę?
Blondyn podał mi paczkę, a ja wyciągnąłem z niej jedną fajkę, po czym oddałem resztę Niallowi. Włożyłem papierosa do ust, a Scott podał mi zapalniczkę dzięki czemu mogłem go odpalić.
-Dzięki.
Kiedy skończyliśmy weszliśmy do klubu. Standardowo ochroniarze poprosili o dowody, był mały problem z Lukiem, który go nie miał, ale powiedzieliśmy, że jest w naszym wieku, znaczy w wieku Nialla, Asha i Scotta. Weszliśmy do środka gdzie grała głośna muzyka, a w powietrzu unosił się zapach alkoholu. Chcieliśmy znaleźć sobie jakieś miejsca gdzie moglibyśmy usiąść. Przepychałem się przez tłum ludzi, a reszta szła za mną. Poszliśmy po schodach na piętro i znaleźliśmy wolną kanapę, więc ją zajęliśmy.
-To kto pójdzie po coś do picia? - zapytałem, jednak nikt nie zgłosił się na ochotnika. - Okay, to ja pójdę.
Odwróciłem się i wyjrzałem przez balkon gdzie mniej więcej znajduje się bar, bo przysięgam, że trudno cokolwiek znaleźć gdy jesteś tam na dole. Rozejrzałem się i w końcu znalazłem bar i... Louis? Szybko zbiegłem ze schodów w jego kierunku.
Ale po co ty się tak spieszysz?
Podszedłem do baru i stanąłem za nim. Louis był odwrócony bokiem do lady i opierał się łokciem o jej krawędź. Rozmawiał z jakimś facetem. Czy to jest jego chłopak?
Poklepałem go lekko po ramieniu i natychmiast odwrócił się do mnie chwiejnym krokiem.
-Co chcesz skar... oh Harry! - wykrzyknął, ale i tak ledwo go usłyszałem.
-Cześć, co ty tu robisz? - zapytałem.
Popatrzył na mnie ze zdziwioną miną.
-Bawię się, a co ty tutaj robisz, przecież jutro szkoła. - zaśmiał się.
-Mógłbym to samo powiedzieć Tobie. -skrzyżowałem ręce na piersi.
-Aha, to jest Liam. - Louis zmienił temat i przedstawił mi swojego przyjaciela, czy jakoś tam,
-Harry. - przedstawiłem się i podałem chłopakowi dłoń.
-Tomlinson Cię uczy,. tak? - zapytał lekko wstawiony Liam.
-Zgadza się. - kiwnąłem głową. - Poproszę 2 wódki Medoff i 5 kieliszków. - odwróciłem się w stronę barmana, ignorując chłopaków.
-A pan, może pić, panie Styles? - zapytał Louis klepiąc mnie w tyłek. Okay to było dziwne.
-Mogę i nie dotykaj mnie, zboczeńcu.
-Louis.- Liam pokręcił głową.
-No co? Leyuum nie bądź zazdrosny. - czyli to jednak jest jego chłopak.
-Czyli, że jesteście razem? - zapytałem.
Liam popatrzył na Louisa.
-Skąd on wie, że jesteś gejem Tommo? - zapytał.
-Powiedziałem mu? I nie Harry, nie jesteśmy razem, mówiłem Ci już przecież, że nie mam chłopaka. - dotknął mojego policzka, ale go nie odtrąciłem. - Wiesz przecież, że to Ciebie chcę. - wzrok Liama przeniósł się na tłum i odszedł od nas. - Dobrze, że poszedł, mógłby się faktycznie poczuć zazdrosny. - powiedział nadal odrywając swojej dłoń od mojej skóry.
-Czemu? - zapytałem.
-Dlatego.
Louis ujął moją w twarz w ręce, zbliżył się do mnie tak, że nasze nosy dotykały się, a ja czułem jego oddech na mojej skórze. Głównie czułem alkohol. Jego krocze otarło się o moje i poczułem jego erekcję, w ciasnych spodniach. Kurwa.
-Jesteś pijany może już pójdziesz do domu? - oderwałem się od niego.
-Jeszcze nie kotku, najpierw... - Louis znowu się do mnie zbliżył, tym razem szybciej i złączył razem nasze usta.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon by S1K