Statystyka

niedziela, 4 stycznia 2015

Rozdział 4 "Mógłbym to samo powiedzieć Tobie."

Harry's Pov

Minęły już 2 tygodnie odkąd ja i Brooke nie jesteśmy razem. Nie odezwała się do mnie nawet ani razu w szkole, podobnie jak Lauren, która uważa, że jestem kutasem, bo zerwałem z jej najlepszą przyjaciółką w tak okrutny sposób. Ja sam unikałem kontaktu z innymi ludźmi, nawet moimi przyjaciółmi. Nie interesowało mnie co dzieje się w szkole, czasami opuszczałem zajęcia, ale nie przez to, że zerwałem z Brooklyn, nie. Coś jest po prostu ze mną nie tak.
Usłyszałem dzwonek do drzwi, a ponieważ nikogo nie ma w domu, sam muszę sprawdzić kto przyszedł. Zszedłem na dół i otworzyłem drzwi.
-Hej młody jest Gemma? - zapytała rozpromieniona przyjaciółka mojej siostry, Cara.
-Nie, pojechała gdzieś z mamą, chyba na zakupy, czy coś. - mruknąłem.
-Oh, bo umawiałyśmy się, że mam u niej być o 15.
-No trudno, do widzenia. - chciałem zamknąć drzwi, ale dziewczyna je przytrzymała.
-Co z Tobą, że jesteś taki wredny? - zapytała.
-Nie ważne. - odparłem. - Możesz już iść, proszę?
Nie to, żebym jej nie lubił (chociaż nie lubię), ale nie miałem ochoty, żeby mi ktoś zawracał dupę.
-Taa, na razie, Harry.
Na reszcie poszła. Chciałem już iść do góry kiedy ponownie zadzwonił dzwonek. Co ta laska znowu chce?
-CZEGO JESZCZE CHCESZ? - krzyknąłem gdy ponownie otworzyłem drzwi.
-Też miło Cię widzieć. - zaśmiał się Ashton wchodząc do domu, omijając mnie, opierającego się jedną ręką o framugę.
Jeszcze lepiej.
-Do rzeczy. - powiedziałem.
-Więc wychodzimy na imprezę. - oznajmił mój przyjaciel.
-Jaką imprezę?
-Do jakiegoś klubu, razem z resztą.
-Jaką resztą? - zapytałem przymulony.
-Kurwa, Harry co z Tobą człowieku? Z Niallem, Scottem i moim braciszkiem Lukiem.
-Aha, nie idę.
-Co? Czemu? Masz doła, bo zerwałeś z laską czy okres? - zaśmiał się.
-Zamknij się.
-Fajnie, dalej ubieraj buty i wychodzimy. - popchnął mnie w stronę drzwi.
Założyłem czarne vansy, zabrałem wiszące na ścianie klucze, upewniłem się czy mam w kieszeni swój telefon i wyszedłem razem z Ashtonem.
Jak zwykle muszę brać swój samochód, bo genialny Ash nie zdał na prawko.
Oznajmił, że wszyscy już są pod klubem i pokierował mnie jak muszę jechać. Musieliśmy jeszcze podjechać pod dom Ashtona, żeby zabrać jego brata. Około 15 minut później byliśmy już na miejscu. Zaparkowałem samochód na parkingu obok klubu i udaliśmy się w jego kierunku. Wszyscy już tam byli i palili przy wejściu.
-Kto to w końcu do nas wyszedł. - krzyknął Niall. - Harry słoneczko. - poklepał mnie po poliku.
-Super, dasz fajkę?
Blondyn podał mi paczkę, a ja wyciągnąłem z niej jedną fajkę, po czym oddałem resztę Niallowi. Włożyłem papierosa do ust, a Scott podał mi zapalniczkę dzięki czemu mogłem go odpalić.
-Dzięki.
Kiedy skończyliśmy weszliśmy do klubu. Standardowo ochroniarze poprosili o dowody, był mały problem z Lukiem, który go nie miał, ale powiedzieliśmy, że jest w naszym wieku, znaczy w wieku Nialla, Asha i Scotta. Weszliśmy do środka gdzie grała głośna muzyka, a w powietrzu unosił się zapach alkoholu. Chcieliśmy znaleźć sobie jakieś miejsca gdzie moglibyśmy usiąść. Przepychałem się przez tłum ludzi, a reszta szła za mną. Poszliśmy po schodach na piętro i znaleźliśmy wolną kanapę, więc ją zajęliśmy.
-To kto pójdzie po coś do picia? - zapytałem, jednak nikt nie zgłosił się na ochotnika. - Okay, to ja pójdę.
Odwróciłem się i wyjrzałem przez balkon gdzie mniej więcej znajduje się bar, bo przysięgam, że trudno cokolwiek znaleźć gdy jesteś tam na dole. Rozejrzałem się i w końcu znalazłem bar i... Louis? Szybko zbiegłem ze schodów w jego kierunku.
Ale po co ty się tak spieszysz?
Podszedłem do baru i stanąłem za nim. Louis był odwrócony bokiem do lady i opierał się łokciem o jej krawędź. Rozmawiał z jakimś facetem. Czy to jest jego chłopak?
Poklepałem go lekko po ramieniu i natychmiast odwrócił się do mnie chwiejnym krokiem.
-Co chcesz skar... oh Harry! - wykrzyknął, ale i tak ledwo go usłyszałem.
-Cześć, co ty tu robisz? - zapytałem.
Popatrzył na mnie ze zdziwioną miną.
-Bawię się, a co ty tutaj robisz, przecież jutro szkoła. - zaśmiał się.
-Mógłbym to samo powiedzieć Tobie. -skrzyżowałem ręce na piersi.
-Aha, to jest Liam. - Louis zmienił temat i przedstawił mi swojego przyjaciela, czy jakoś tam,
-Harry. - przedstawiłem się i podałem chłopakowi dłoń.
-Tomlinson Cię uczy,. tak? - zapytał lekko wstawiony Liam.
-Zgadza się. - kiwnąłem głową. - Poproszę 2 wódki Medoff i 5 kieliszków. - odwróciłem się w stronę barmana, ignorując chłopaków.
-A pan, może pić, panie Styles? - zapytał Louis klepiąc mnie w tyłek. Okay to było dziwne.
-Mogę i nie dotykaj mnie, zboczeńcu.
-Louis.- Liam pokręcił głową.
-No co? Leyuum nie bądź zazdrosny. - czyli to jednak jest jego chłopak.
-Czyli, że jesteście razem? - zapytałem.
Liam popatrzył na Louisa.
-Skąd on wie, że jesteś gejem Tommo? - zapytał.
-Powiedziałem mu? I nie Harry, nie jesteśmy razem, mówiłem Ci już przecież, że nie mam chłopaka. - dotknął mojego policzka, ale go nie odtrąciłem. - Wiesz przecież, że to Ciebie chcę. - wzrok Liama przeniósł się na tłum i odszedł od nas. - Dobrze, że poszedł, mógłby się faktycznie poczuć zazdrosny. - powiedział nadal odrywając swojej dłoń od mojej skóry.
-Czemu? - zapytałem.
-Dlatego.
Louis ujął moją w twarz w ręce, zbliżył się do mnie tak, że nasze nosy dotykały się, a ja czułem jego oddech na mojej skórze. Głównie czułem alkohol. Jego krocze otarło się o moje i poczułem jego erekcję, w ciasnych spodniach. Kurwa.
-Jesteś pijany może już pójdziesz do domu? - oderwałem się od niego.
-Jeszcze nie kotku, najpierw... - Louis znowu się do mnie zbliżył, tym razem szybciej i złączył razem nasze usta.



czwartek, 28 sierpnia 2014

Rozdział 3 "Już chyba jej nie kocham"

Louis' Pov

-Czyli macie 3 miesiące na napisanie piosenki razem z muzyką.. - powiedziała pani Morgan pod koniec zajęć. - Jeżeli chcecie możecie wykonać ją w parach, ale wtedy musicie mi ją dostarczyć od razu po przerwie świątecznej, zrozumiano? - dodała surowym głosem.
Jak dla mnie 3 miesiące to dużo czasu na skomponowanie piosenki. Ciekawe jak sobie poradzą uczniowie.
-Dzwonek! Na przerwę dzieci! - krzyknęła szczęśliwa.
Chyba bardziej się cieszy tym, że to ona może w końcu wyjść z klasy na obiad niż uczniowie. Wstałem z krzesła i zabrałem moją torbę przez ramię (postanowiłem, że nie potrzebuję targać dużej teczki, bo potrzebuję na razie tylko kartki i długopis do notowania). Nagle czyjaś dłoń znalazła się na moim ramieniu. To Harry. Odwróciłem się i spojrzałem na niego ze zdziwieniem. Postanowiłem zachować między nami stosunki wyłącznie tak jak między każdym uczniem, postaram się nie patrzeć na niego TAKIM wzrokiem, nie zaczepiać go ani nic.
-Co chciałeś Haroldzie? - zapytałem prostując się i udając głos nauczyciela, ale chyba nie wyszedłem poważnie, ponieważ zaśmiał się lekko.
-Taa... Chcesz iść z nami na obiad? - na prawdę zdziwiło mnie to pytanie, po pierwsze ostatnia sytuacja chyba go do mnie nie przekonała, a po drugie jestem jego prawie nauczycielem. Ale co mi szkodzi.
-Tak, jasne, - zgodziłem się - ale dlaczego mnie o to pytasz?
Spojrzałem na niego, a on na mnie. Niezręczną ciszę przerwała nam pewna dziewczyna, która także uczestniczy w tych zajęciach. Jak ona... BROOKLYN!
-To co idziemy? - zapytała Harry'ego słodkich dziewczęcym głosem.
-Ashton chodź - zawołał do całkiem przystojnego chłopaka, który prawdopodobnie jest jego przyjacielem, ignorując pytanie dziewczyny.
Ashton odwrócił się i podszedł do nas.
-Dobra, to idziemy. - oznajmił.
Chwyciła Harry'ego za rękę i... wow, wow, wow, moment. Chwyciła go za rękę?! To on ma dziewczynę?! Kurwa no... Ej chwileczkę on się od niej odsunął? Co teraz się dzieje?
-Nie dotykaj mnie! - wykrzyknął gdy byliśmy przed drzwiami do klasy.
Brooklyn stanęła na przeciwko niego ze zdziwioną miną.
-Ale o co Ci teraz chodzi? - zapytała zdezorientowana.
Nie wiedziałem o co w tym chodzi. Chyba to zły pomysł, aby się wtrącić, niech sobie sami to wyjaśnią. Ale z drugiej strony jestem "nauczycielem" i powinienem zareagować. A tam, radźcie sobie sami, nie mieszam się.
-Serio? Wczoraj miałem po prostu zły dzień, a ty ugh, nie potrafiłaś nawet mnie zrozumieć, od razu się wkurzasz! - wybuchnął.
-Opanuj się! Nie wiem o co Ci chodzi. - powiedziała Brooklyn - Trochę wkurzyłam się tym, co zrobiłeś wczoraj, ale potem mi przeszło, więc jak do mnie napisałeś, odpisałam Ci "Spoko", nie zawsze kiedy tak piszę, muszę być wkurwiona, tak? - usprawiedliwiała się nadal. - A z resztą, ostatnio ciągle masz złe dni i ciągle się kłócimy.
-Masz rację, więc jak dla mnie najlepszym rozwiązaniem będzie zerwanie! - krzyknął i wyszedł z klasy.
Brooklyn nawet nie drgnęła. Mogłem zobaczyć jak łzy napływają jej do oczu. Ashton pobiegł za Harry'm i zostałem z nią sam, znaczy była jeszcze reszta uczniów, która przyglądała się całemu zajściu od początku.
-Dobra, koniec widowiska, wynocha z klasy. - rozkazałem wszystkim uczniom, chyba mam takie prawo c'nie?
Wszyscy rozeszli się, tym razem zostaliśmy sami. Dziewczyna zaczęła płakać. Z jednej strony mi jej szkoda, a z drugiej jestem przez nią wkurzony, ale skoro już nie jest z Harry'm.. nie no żartuję, czemu miałbym nie lubić jej, dlatego że chodzi/chodziła z moim crush'em. Nie no mógłbym, przecież jestem Louis.
-Ej, Brooklyn, nie płacz. - podszedłem do niej, by ją przytulić.
Objąłem jej ramiona, a jej dłonie spoczywały wzdłuż jej ciała. Oparła swoją głowę o moje prawe ramię lekko mącząc rękaw mojej koszulki łzami. Była o głowę niższa, ale i tak dosięgała.
-Ni-ni-nie rozumiem Ha-Harry'ego - wymamrotała pociągając nosem - ostatnio ciągle coś m-mu coś nie pa-pasowało, od początku ty-tygodnia ciągle są między nami sprzeczki, wcześnie-niej było w porządku, a te-teraz...
-Dobrze, już, uspokój się. - chwyciłem jej ramiona w dłonie i delikatnie odsunąłem ją od siebie. - Już dobrze? - zapytałem, widząc, że powoli jej oddech się uspokaja.
-T-tak, chyba tak. Ja już chyba pójdę i czy ty.. Pan też idzie z nami, bo jak słyszałam Harry Pana zaprosił. - uśmiechnęła się ocierając łzy z policzków.
-Po pierwsze, nie "Pan", tylko Louis i tak chętnie zjem z wami lunch. - odpowiedziałem jej uśmiechem.
-Chyba z Harry'm i resztą, bo ja nie mam zamiaru ani z nim rozmawiać, ani na niego patrzeć.
Zabrała swoją torebkę, którą uprzednio położyła na ławce i wyszła. Chyba Harry serio ją skrzywdził swoim zachowaniem. Nie wiem co między nimi jest nie tak, ale to co się stało jakieś 5 minut temu, było przesadą, Harry nie powinien się tak zachować, mógł ją wysłuchać najpierw, porozmawialiby o tym. Tak naprawdę w tamtym momencie upokorzył trochę Brooke, bo widział jak dużo osób jest świadkiem tego widowiska i zrobił z siebie dupka, który zrywa z dziewczyną, bo ma widzi mi się.
Wyszedłem z klasy i zakluczyłem drzwi. Szedłem prosto korytarzem, aż dotarłem do stołówki. Rozejrzałem się w celu znalezienia znajomej twarzy. Siedział przy stoliku na środku sali razem z Ashtonem, jakimiś dwoma chłopakami i dziewczyną. Robił coś na telefonie, a reszta jego znajomych jadła obiad. Nie zauważyłem żeby on sam, miał swój. Przygryzłem wargę, zacisnąłem w palcami rąbek mojej koszulki i ruszyłem w ich kierunku.
-Eghem. - chrząknąłem, gdy byłem już przy stoliku, stojąc nad Harry'm.
-Co... o Louis. - chłopak odezwał się, kiedy podniósł głowę i mnie zobaczył. - Siadaj. - wskazał na miejsce obok siebie, sam trochę posunął się w bok, lekko popychając blondyna siedzącego obok niego.
-Co ty robisz?! - wykrzyknął chłopak obok i spojrzał na mnie - Kto to? - zapytał Harry'ego.
Wysunąłem głowę, aby móc widzieć całą jego twarz.
-Louis.
-Super, ja jestem Lauren. - odezwała się dziewczyna, siedząca na przeciwko mnie.
-Miło mi. - kiwnąłem głową.
-Jest na praktykach u Morgan. - dodał Harry.
-Co... - zaśmiał się blondyn - i co on tu robi?
-Siedzi. - wymamrotał.
-Fajnie, ale po co on tu przylazł. - zrobiło mi się głupio i chciałem wstać, ale Harry mnie powstrzymał.
-Nie, zostań. - powiedział chwytając mnie za nadgarstek. - A ty Niall, zamknij się kurwa i jedz tego pieprzonego hamburgera, bo sam Ci go wepchnę od tyłu.
Zaśmiałem się pod nosem.
-Co do kurwy Ci jest, Styles?
-Nic. Zajmij się sobą.
-Zerwał z Brooke. - odezwał się nagle Ashton z pełną buzią, na co Lauren się od niego odsunęła, bo pluł jedzeniem i oburzyła się z tego powodu.
-Harry, zerwałeś z nią? Co, dlaczego? Gdzie ona jest. Idę do niej. Ashton, świntuchu, chodź ze mną. - złapała chłopaka za przedramię i pociągnęła za sobą.
-Ej, czemu nie idziesz ze mną? To ja jestem Twoim chłopakiem, nie on! - wydarł się na całą stołówkę, wstając z ławki i wycierając buzię w serwetkę. - Czekajcie
No to zostaliśmy sami, oczywiście nie licząc innych uczniów, którzy teraz patrzą się na biegnącego, krzyczącego Niall'a.
-Harry.
-Hmm?
-Czemu zerwałeś z Brooke? - zapytałem ciekawy.
Chłopak wyprostował się i mocno zaciągnął się powietrzem. Przez chwilę trwała cisza.
-Harry...
-Bo... - odparł od razu i na moment się zatrzymał. - Bo, bo nie wiem. Może przez to, że panuje między nami jakieś napięcie, od dłuższego czasu z resztą. Tak, wiem, dziwnie gadam, ale prawda jest też taka, że już chyba jej nie kocham i tyle.
Czy dla niego dziewczyna to zabawka, którą kochasz przez długi czas i z dnia na dzień przestajesz, i ją porzucasz, bo masz fochy? Może i cieszę się, że Harry jest wolny, ale nie jestem zadowolony z jego decyzji. Nie wiem, czy mam mu powiedzieć, że źle zrobił, że na pewno jeszcze kocha tą dziewczynę, tak jak ona jego (choć po tym jak ją potraktował, nie wiem czy nadal darzy go tym uczuciem) czy powiedzieć, że miłość jest i nagle znika, i zrobił słusznie, co wyszło by mi na lepsze, ale wcale tak nie myślę.


***********************

Przepraszam, że tak długo, ale nie miałam pomysłu na ten rozdział i tak nie wyszedł jak chciałam, dużo też nie było mnie w domu, bo wychodziłam gdzieś i byłam jeszcze u babci gdzie nie ma żadnego wi-fi, a skończył mi się internet w telefonie, oops.

Proszę o komentarz xx

czwartek, 14 sierpnia 2014

Rozdział 2 "Gdybym miał chłopaka nie dotykałbym Ciebie"

Spojrzałem na Brooke, która patrzyła na Louis'a, więc spojrzałem na niego, a on patrzył na mnie, co zaraz, czekaj, on cały czas się gapi, nie patrz się na mnie.
-No właśnie, Louis William Tomlinson, przez dłuższy czas zostanie u mnie na praktykach, a potem zajmie moje miejsce, ponieważ no, najmłodsza nie jestem. - odparła pani Morgan śmiejąc się, ale reszta była cicho. Chyba nikt nie będzie za nią tęsknił.
Louis stał na środku pod tablicą i bawił się swoimi palacami. Wygląda tak niewinnie. CO?
-Dobrze, to zabieramy się do pracy, panie Louisie, może Pan usiąść w ostatniej ławce, tam za Harry'm jest wolne miejsce. 
Przeszedł przez cały korytarz ławek, patrząc na mnie, ale czemu on się na mnie gapił.
Zajął miejsce w ostatniej ławce. Położył na nie swoje papiery, a teczkę postawił obok ławki. 
Będzie dziwnie. 

~Loui's Pov
Czekałem przed otwartymi drzwiami klasy i czekałem, aż pani Morgan mnie do poprosi. Trochę się denerwowałem pierwszym dniem praktyk. Bałem się, że sobie nie poradzę, że nauczycielce muzyki nie spodoba się moja praca z uczniami na zajęciach albo coś. Najtrudniejsze dla mnie jest to, że Ci uczniowie są tylko 5 lat młodsi ode mnie, mam znajomego, który ma tyle lat i chodzi nawet do tej szkoły, ciekawe czy też uczestniczy w zajęciach muzycznych. Jak tak to będzie mi jeszcze dziwniej, boję się, że jak już będę tu uczył, jeżeli mi się uda, to nie będą chcieli mnie słuchać z powodu mojego wieku. Zawsze wyobrażałem sobie nauczyciela jako starszego faceta w siwych włosach, albo starszą kobietę w okularach o rudych włosach związanych w kok, a nie 22-letniego chłopaka w vansach, czarnych rurkach i szarej luźniej koszuli. Chyba będę ubierał garnitur żeby wyglądać poważniej, ale wtedy będę wyglądał jak jakiś James Bond, albo tajny agent. Głupia myśl.
Wszedłem po woli do klasy, gdy pani Morgan mnie do niej poprosiła. Rozejrzałem się do klasy w poszukiwaniu jakichś znajomych twarzy, ale takich nie znalazłem. Zobaczyłem Jego. Miał brązowe loki, ciemnozielone oczy i pękne długie rzęsy, pełne usta, ugh takie cudowne usteczka, idealnie pasujące do moje kutasa, spokojnie Tomlinson, wszystko powoli.
Szedłem dalej (cały czas patrząc na niego, niestety on na mnie nie), aby znaleźć się na środku klasy.
-Tak więc to jest... - pani Morgan chciała chciała przedstawić mnie uczniom, ale ja chciałem zrobić to sam, tak po prostu.
-Louis William Tomlinson, ale mówcie mi Lou. - przedstawiłem się.
Spojrzałem na Panią Morgan i z powrotem przeniosłem wzrok na pięknego chłopaka w ciemnych lokach, tym razem on teraz też na mnie patrzył.
-No właśnie, Louis William Tomlinson, przez dłuższy czas zostanie u mnie na praktykach, a potem zajmie moje miejsce, ponieważ no, najmłodsza nie jestem.- czyli, że co, mam tak jakby zagwarantowana tą posadę czy powiedziała to tak sobie?
-Dobrze, to zabieramy się do pracy, panie Louisie, może Pan usiąść w ostatniej ławce, tam za Harry'm jest wolne miejsce. - przebiegłem wzrokiem po klasie, aby znaleźć jedyne wolne w klasie i znalazłem, za nim.
Przeszedłem pomiędzy ławkami innych uczniów, by zająć wolne miejsce, nie spuszczając wzroku z pięknego chłopaka. Położyłem swoje papiery z planem szkoły oraz listą uczniów klas na ławkę oraz w teczkę, w której miałem swoje nuty i różne mało ważne rzeczy i usiadłem na krześle w ławce, za Harry'm.
No właśnie.
Harry.

~Harry's Pov
Siedzę na ławce i właśnie czekam na Brooke, która poprosiła mnie, abym podrzucił ją do domu (zdążyliśmy się pogodzić na długiej przerwie na lunchu), problem w tym, że kończy dwie godziny później niż ja, bo nie miałem dzisiaj angielskiego, bo babka zachorowała, a nie było nikogo na zastępstwo, a poza tym Brooklyn ma jeszcze dodatkowe zajęcia. Wyciągnąłem telefon z kieszeni i włączyłem grę Subway Surf.
Byłem blisko pobicia swojego rekordu gdy nagle usłyszałem huk. Spojrzałem w prawo, pozwalając ludzikowi jebnąć w nadjeżdżający pociąg. Zobaczyłem tego praktykanta z zajęć muzycznych, umm LOUIS.
Podszedłem do niego chowając iPhone'a do tylnej kieszeni swoich spodni i pomogłem mu pozbierać kartki, które powypadały z jego teczki po otworzeniu, przy zderzeniu z ziemią.
-Ugh, ale ze mnie ciota... - spojrzał w moje oczy, jego były jak ocean, o tak, właśnie takie. - umm... przepraszam.
-Ale, nie ma za co. - oddałem mu ostatnie kartki jakie leżały na ziemi, a on schował je do teczki razem z innymi, które sam już podniósł.
Oboje wstaliśmy, Louis zamykał torbę.
-Ummm bardzo Ci dziękuję Harry. - podziękował, ale zaraz, zaraz, zapamiętał moje imię?
-Nie no, ok, ale uuh, pamiętasz moje imię? - zapytałem zdziwiony
-Łatwo zapamiętać imię chłopaka, z tak pięknymi ustami i cudownymi lokami. - odpowiedział szybko, a moje oczy automatycznie się rozszerzyły. Czy on naprawdę to powiedział?
-Uh, przepraszam. - chwycił się za kark i chciał odejść, ale go zatrzymałem.
Odwrócił się i ponownie na mnie spojrzał. Jego oczy kryły wstyd i zażenowanie.
-Spoko, ej jesteś gejem? - zapytałem ciekawy, choć to było nieodpowiednie.
Popatrzył na mnie jak na idiotę, ale to nie ja powiedziałem obcemu chłopakowi, że ma piękne usta.
-To nie Twoja sprawa, dzieciaku.
-Co? dzieciaku? A ty ile masz lat? Dwadzieścia jeden, bo ja dziewiętnaście, więc nie jest dużo starszy. - odpowiedziałem pewnie
-Nie twoja sprawa ile mam lat, jasne? I tak, jestem gejem, ale co z tego? Jesteś zainteresowany? - zapytał krzyżując ręce na piersi i przerzucając ciężar ciała na lewą nogę. Podobnie robi Brooklyn, to zabawne.
Staliśmy tak gapiąc się na siebie, nie wiedziałem co mam mu na to odpowiedzieć, na pewno nie powiem, że tak.
-Nauczyciel i uczeń, to podlega pod pedofilię, proszę pana - facet wydawał mi się spoko, więc uznałem, że mogę się z nim podroczyć.
-Ty zawsze taki mądry?
-A co zazdrościsz?
-Wiesz czego Ci zazdroszczę? Tych idealnych, pełnych usteczek... - przejechał kciukiem po mojej górnej i lewej wardze, co wywołało u mnie dreszcz. - ... oraz tych cudownych loków. - dotknął swoimi palcami moich włosów i lekko za nie pociągnął.
-Dobra starczy, jasne? - oderwałem się od mojego przyszłego nauczyciela i popatrzyłem w dół, na jego krocze (bo na prawdę rzucało się w oczy), no to są jakieś żarty. - Stanął Ci. - zaśmiałem się głośno pokazują palcem na jego erekcję.
-Dziwisz się. - jego policzki oblał róż, lekko przygryzał wargę i okej, to było seksowne, ale Styles, kurwa opanuj się, co ty robisz i o czym ty myślisz.
-Koniec tego cyrku.  Nie spieszy się pan gdzieś czy coś? Może dziew.. chłopak na pana czeka. - poprawiłem się chociaż było to głupie.
-Uh, gdybym miał chłopaka nie dotykałbym Ciebie. - odparł.
-Czy pan zawsze jest taki pewny siebie? - zapytałem.
-Tak, ale miałeś mi mówić Lou, racja?
-Że co?
-No ja przedstawiałem się w klasie, to powiedziałem, że macie mi mówić, po imieniu. - przypomniałem sobie tą sytuację. - Ty masz dziewiętnaście lat? - zapytał nagle, zmieniając temat.
-Tak.
-Powtarzasz klasę?
-Mhm.
-Współczuję kolego. - poklepał mnie po ramieniu, a ja się od niego odsunąłem.
-Nie dotykaj mnie zboczeńcu.
-Przepraszam, za to i za wcześniejsze moje zachowanie, po prostu, ugh, nie ważne. - spojrzał na swój zegarek - Uh, późno, muszę lecieć. Do zobaczenia Harry.
-Do widzenia. - pożegnałem go.
CO DO KURWY SIĘ PRZED CHWILĄ WYDARZYŁO. JA PIERDOLE, TO BYŁO SERIO CHORE.

***

-Wpadniesz teraz do mnie? - zapytała Brooke, gdy wysiadała z mojego Rang Rover'a pod jej domem.
-Uh, jasne. - wysiadłem z samochodu i zakluczyłem go.
Brooklyn złączyła nasze dłonie gdy szliśmy w kierunku drzwi frontowych jej domu. Przekroczyliśmy próg, Brooke zawołała czy ktoś jest w domu. Cisza. Ukucnął i zdjąłem buty, gdy wstałem, dziewczyna rzuciła się na moją szyję i zaczęła całować. Chwyciłem jej tyłek i podniosłem do góry, owinęła swoje nogi wokół mojej tali. Poszedłem do salonu i położyłem ją na kanapie. Zdjąłem swoją koszulkę ukazując jej, swoje wyrzeźbione ciało. Mruknęła. Podobał jej się widok, wiem to. Zdjąłem jej sweterek oraz koszulkę i znowu zacząłem całować. Trwało to mniej więcej piętnaście sekund, po czym się od niej oderwałem.
-Co się stało? - zapytała i podniosła się na łokciach.
Wstałem i podniosłem z moją koszulkę z podłogi, aby móc ją z powrotem założyć.
-Co ty do cholery robisz? - zadała kolejne pytanie, widząc moje zachowanie, na które nie odpowiedziałem.
-Przepraszam, muszę iść. - powiedziałem ubierając swoje buty i wychodząc z domu.
Co się ze mną działo? Zawsze gdy dochodziło do takich sytuacji z Brooke, mój kolega budził się do życia, a teraz? Nie. Ani trochę mnie nie podnieciła. Kurwa, nie mogłem tak "pracować".
Wsiadłem do auta i pojechałem w kierunki swojego domu.

Gdy już byłem w domu, napisałem SMS'a do Brooke:



A po chwili dostałem od niej odpowiedź:


Czyli raczej jest zła. Zawsze jak jest wkurzona pisze: "spoko" albo "taaa", ale o co jej chodzi. Nie chciałem z nią uprawiać seksu to nie. Może się nastawiła, po tym jak się całowaliśmy i zaczęliśmy rozbierać, ale przeprosiłem przecież.



Napisałem jej ostatnią wiadomość, ale już mi nie odpisywała. Mam ją gdzieś, idę coś zjeść.

***************************************

Coś mi chyba nie wyszedł ten rozdział, ale pisałam tak na szybko, bo chciałam dodać jeszcze teraz,bo nie wiem czy jutro wejdę na laptopa :/ 

Proszę o komentarze xx

wtorek, 12 sierpnia 2014

Rozdział 1 "On jest przystojny"

-Co jest kurwa. - było pierwszymi słowami, które wymamrotałem zaraz po przebudzeniu przez mój budzik w moim telefonie. Spojrzałem zaspanymi oczami na ekran czarnego iPhone'a, aby sprawdzić godzinę Na moje nieszczęście była już 9, najwidoczniej zamiast ustawić alarm na 8, pomyliłem się i ustawiłem na godzinę później. 
Szybko wstałem z łóżka i podszedłem do mojej szafy, i wybrałem ubrania na dzisiejszy dzień i powędrowałem do łazienki na korytarzu. Nie brałem nawet prysznica, tylko się ubrałem, umyłem zęby i ogarnąłem tę szopę na głowie, którą zazwyczaj mam po przebudzeniu. Wyszedłem z łazienki pięć minut po tym jak do niej wszedłem i wróciłem jeszcze raz do pokoju po mój telefon, portfel, kluczy i od samochodu i domu, włożyłem je do plecaka, w którym miałem już książki, zabrałem go i wyszedłem z pokoju.
Zbiegłem po schodach na dół, gdzie była moja mama i robiła śniadanie, ja nawet nie miałem czasu na zjedzenie go i tak już jestem strasznie spóźniony, jakby mnie to obchodziło, ale obiecałem mamie, że drugi raz nie będę powtarzał klasy i postaram się w nauce, no i nie będę opuszczał zajęć ani na nie spóźniał, a i tak już nauczyciele mają mnie na oku i jeżeli zrobię coś źle mają powiadamiać o tym moją mamę.
-Dzień dobry kochanie. - powitała mnie z promiennym uśmiechem - Jak się spało? - zapytała spokojnie.
Podszedłem do blatu i sięgnąłem po jedno jabłko z koszyczka, zapakowałem go do papierowej torebki i włożyłem do plecaka, może zjem je po drodze. 
-Cześć mamo, chyba dobrze. - odpowiedziałem - Dlaczego mnie nie obudziłaś, jak nie wstałem na czas? - zapytałem.
Mama dziwnie na mnie spojrzała po czym odpowiedziała.
-Przecież wstałeś na czas, o co chodzi, masz wcześniej zajęcia? - zapytała zdezorientowana. O co jej chodzi?
-:Przecież zawsze mam zajęcia jak zawsze, o 9 i już jestem spóźniony. - odrzekłem gdy chciałem już wyjść z domu, ale mama mnie zatrzymała.
-Gdzie idziesz? Nie zjesz śniadania? Idziesz jeszcze przed szkołą do Brooklyn? 
-Idę do szkoły, nie zdążę zjeść i nie idę na Brooke, bo ona już pewnie siedzi w klasie na lekcji. - odpowiedziałam po kolei na każde jej pytanie. - A ty mamo, czemu nie jedziesz jeszcze do pracy?
-Ummm, bo jest dopiero dziesięć po ósmej, kochany. - uśmiechnęła się.
-Co? - odetchnąłem i usiadłem na małej kanapie w holu, wplatając palce w swoje włosy. - Ja pie...
-Proszę, nie przeklinaj, tak? - przerwała mi, bo nie lubi gdy ktoś przy niej przeklina; nigdy nawet nie usłyszałem jak ona przeklina.
-Ok, ale jak się obudziłem, to zobaczyłem na telefonie, że jest 9 i szybko wstałem, nawet nie wziąłem prysznica i okazuje się, że pewnie mam złą godzinę w telefonie, albo jestem ślepy. - odparłem gdy mama wyszła z holu i skierowała się do kuchni. Poszedłem za nią do pomieszczenia, bez plecaka, który rzuciłem na kanapę w holu i usiadłem na krześle przy stole.
-Pora iść do okulisty. - zaśmiała się, podchodząc do expresu do kawy.
-Jasne, możesz mi też zrobić kawę? - zapytałem, a mama spojrzała na mnie tym swoim wzrokiem gdy coś od niej chcę i nie mówię tego magicznego słowa. - Proszę? - dodałem, bo tak mi kazał jej wzrok.
Spojrzałem na ekran swojego telefonu i była 8:14, nie wiem jakim cudem zobaczyłem, że jest 9, no ja po prostu nie wiem.

Jest 8:30, więc spokojnie mogę jechać już do szkoły tak żeby się nie spóźnić. Jadę jeszcze po moją dziewczynę Brooke i jej przyjaciółkę Holly, która jest już u niej w domu i czekają na podwózkę.
-Cześć kochanie! - było pierwszymi słowami Brooklyn, tuż gdy wysiadłem z samochodu pod jej domem.
Rzuciła się, aby mnie przytulić. Odwzajemniłem uścisk, ale szybko ją puściłem, bo wolałem już jechać niż stać i się z nią miziać. Tak jest moją dziewczyną i tak, kocham ją, ale zawsze gdy ktoś z nami jest ona przylepia się do mnie, jakby bała się, że ktoś mnie jej zabierze, ok.
-Ej mój brat będzie miał od dzisiaj u nas w szkole praktyki. - oznajmiła Holly, gdy ruszyliśmy z podjazdu. - Ale u mnie chyba nie, z resztą nie wiem. Wiem tylko, że na pewno u ostatnich klas, ale może resztę też. - dodała, tak Holly jest młodsza ode mnie o dwa lata, od Brooke rok, czyli chodzi do przed ostatniej klasy czyli jest w ósmej klasie, a my w dziewiątej, ostatniej.
-Louis, tak? - zapytała Brooke, odwracając się do Holly na tylnym siedzeniu.
-Mhm. - mruknęła.
-Przystojny jest... - spojrzałem na Brooklyn, która oczywiście musiała to przy mnie powiedzieć - oczywiście ty jesteś przystojniejszy. - dodała pod lekką presją i dała mi całusa w policzek.
-Tak, super - wymamrotałem i skupiłem się na prowadzeniu.
Przez całą drogę musiałem słuchać o kosmetykach, Taylorze Lautnerze  i o męskich kutasach co mnie nawet zainteresowało, a to dziwne. Dojechaliśmy na parking szkoły dokładnie o 8:48, no to akurat. Wyszedłem z samochodu zabierając z tyłu mój plecak. Poczekałem, aż dziewczyny wyjdą i zakluczyłem auto. Od razu zauważyłem Brooke obok mnie, złączyła razem nasze dłonie i pociągnęła mnie w kierunku szkoły.
-Poczekaj, zwolnij. - marudziłem gdy ona szła za szybko, a byłem ciągnięty przez nią za rękę, ale i tak udało jej się przyspieszyć mojego kroku, bo jest za słaba jak na mnie, taka mała kruszynka.
-Jezus, nie marudź i chodź widzę Lauren i Niall'a.
-Wow, no to masz niezły wzrok, w przeciwieństwie do mnie. - zaśmiałem się, praktycznie sam z siebie.
-Jak to? - nagle przestała mnie ciągnąć i stanęła tuż przede mną, dosięga mi zaledwie do nosa, to słodkie i zabawne, że jest taka mała. - Masz problemy ze wzrokiem? - zapytała.
-Chyba tak, bo dzisiaj jak się obudziłem i spojrzałem na telefon to zamiast odczytać, że jest ósma, zobaczyłem dziewiątą.
-Ah, a już myślałam, że byłeś u okulisty i masz coś ze wzrokiem.
-A kochałabyś mnie nawet gdybym miał okulary? - zapytałem, stając na palcach i górując nad nią jeszcze bardziej.
-No nie wiem... - spojrzała prosto w moje oczy - No jasne, że tak głupku. - pocałowałem czubek jej nosa i poszliśmy w kierunku Niall'a i Lauren, którzy się całują. Hahaha Nialler ma dziewczynę?
Podeszliśmy do nich, Brooke chrząknęła, a dwójka od razu się od siebie oddaliła.
-Czyli, wy dwoje jesteście ra-razem? - zapytała ich moja dziewczyna.
-T-tak - wyjąkała Lauren - od wczoraj wieczora, no i my no ten...
-Pieprzyliśmy się. - dokończył za nią Horan.
Zobaczyłem jak Simpson się rumieni.
-NIALL! - wykrzyknęła uderzając go ręką w pierś, a on złapał jej ręce i przysunął ją do siebie, tuląc.
-Aww jacy wy jesteście słodcy! - powiedziała wysokim głosem Brooke - Ale nie tak jak my. -dodała przyciągając mnie do siebie.
Złączyła nasze usta w pocałunek, oczywiście odwzajemniłem go. Smakowała wanilią i miętą.
-Paliłeś. - powiedziała gdy się ode mnie odsunęła, przerzuciła ciężar ciała na prawą nogę i skrzyżowała ręce piersi. Miała racje, gdy czekałem na nie przez jej domem zapaliłem jednego papierosa. - Miałeś tego nie robić! - oburzyła się.
-Ta, ta, ta.
-Ugh, wiesz, że nienawidzę papierosów! Pamiętasz, że mój tata zmarł na raka płuc, właśnie przez to, że palił i nie lubię tego smaku ani zapachu, chociaż rzadko od Ciebie czuć fajki, chyba, że się całujemy. - znowu zaczęła mi wypominać to, że palę, rozumiem jej ból po stracie taty, ale jeżeli on chorował, nie znaczy, że ja też muszę.
-No to może przestańmy się całować? - bardziej brzmiało to jak stwierdzenie niż pytanie.
-Ej, ej, przestańcie się kłócić! - między nas wkroczyła Lauren.
Nagle zadzwonił dzwonek.
-Idę na zajęcia muzyczne, na razie. - chciałem pocałować Brooke w policzek na zgodę, ale ona się odsunęła.
-Jak przestaniesz palić.
Prychnąłem i odszedłem, machając im na pożegnanie, a właściwie tylko NIall'owi i Lauren, bo moja dziewczyna nie chciała buziaka na pożegnanie.
Wszedłem do klasy, gdzie był już Ashton, mój przyjaciel odkąd skończyłem 6 lat. Siedział na tym samym miejscu co zwykle. Podszedłem do jego ławki i podałem mu rękę na powitanie.
-Harry Edward Styles we własnej osobie. - zaśmiał się, gdy usiadłem obok niego w mojej pojedynczej ławce.
-Ashton nie znam Twojego drugiego imienia Palmer.
-Haha dobre. - zaśmiał się - I nigdy nie poznasz. - puścił buziaczka w moją stronę, ewh co to było.
-Słodki jebany gej.
-Nie jestem gejem, tak? Już Ci to mówiłem, prawda?
-Twoje zachowanie mówi co innego. - zaśmiałem się i podparłem głowę obiema rękoma w powietrzy i położyłem swoją prawą kostkę na lewe kolano pod ławką.
Wkrótce potem do sali weszła Brooke, już zapomniałem, że ona ma ze mną te zajęcia, oops. Usiadła jak zwykle w ławce po mojej prawej stronie. Nawet nie raczyła na mnie spojrzeć, postanowiłem, że też będę ją ignorował, a proszę bardzo.
Spojrzałam na zegar, na ścianie, była 8:59 gdy nauczycielka muzyki, pani Morgan, weszła do sali, zostawiając otwarte drzwi.
-Witajcie młodzieży! - przywitała nas z promiennym uśmiechem na twarzy, normalnie jak moja mama dzisiaj rano - Od dzisiaj na nasze lekcje będzie przychodził, młody student na praktyki, zapraszamy. - powiedziała kierując ostatnie słowo w stronę drzwi, zza których wyszedł brunet o niebieskim oczach.
Miał na sobie szarą koszulę, czarne rurki i lekko roztrzepane włosy, które prawdopodobnie są tak zrobione specjalnie. To chyba jest ten brat Holly, no zgadzam się z Brooke, że on jest przystojny, o czym ja myślę, brrrr.
-Tak więc to jest... pani Morgan chciała przestawić na nowego praktykanta...
-Louis William Tomlinson, ale mówcie mi Lou - ...ale on sam to zrobił.
Mhm, a więc Louis William Tomlinson.

******************************************
A więc jest już pierwszy rozdział, mam nadzieję, że wam się chociaż trochę spodoba :) x

Jeśli chodzi o szkołę, to wymyśliłam te klasy, bo tak naprawdę nie wiem jak jest w szkole w Anglii.

Jeżeli chcecie być informowani o nowych rozdziałach, zapraszam do zakładnik po prawej stronie, zaraz pod spisem treści i podajcie swoją nazwę na twitterze xx

Proszę o komentarze xx


Informowani

Pod tym postem możecie podać swoje nazwy na twitterze, a ja będę powiadamiać was o nowych rozdziałach :))

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Obsada


Harry Styles jako on sam (19l.)


Louis Tomlinson jako on sam (22l.)


Selena Gomez jako Brooke Thompson (18l.)


Niall Horan jako on sam (18l.)


Ashton Irwin jako Ashton Palmer (18l.) 


Demi Lovato jako Lauren Simpson (18l.)


Gemma Styles jako ona sama (23l.)


Zayn Malik jako on sam (22l.)


Liam Payne jako on sam (21 l.)


Kendall Jenner jako Cara Wood (22l.)


Lucy Hale jako Madison Green (22l, dziewczyna Zayn'a)


Charlotte Tomlinson jako Holly Tomlinson (17l, przyrodnia siostra Louis'a)



Ann Cox jako Ann Styles (47l, mama Harry'ego)


Luke Hemmings jako Luke Palmer (17l, brat Ash'a)


Jake T.Austin jako Ross Thompson (15l, brat Brooke)

ORAZ:

Des Styles jako on sam (48l, tata Harry'ego)

Johannah Tomlinson jako ona sama (46l, mama Louis'a)

Mark Tomlinson jako on sam (46l, ojczym Louis'a)

Meryl Streep jako pani Morgan (55l.)
Szablon by S1K