Statystyka

czwartek, 14 sierpnia 2014

Rozdział 2 "Gdybym miał chłopaka nie dotykałbym Ciebie"

Spojrzałem na Brooke, która patrzyła na Louis'a, więc spojrzałem na niego, a on patrzył na mnie, co zaraz, czekaj, on cały czas się gapi, nie patrz się na mnie.
-No właśnie, Louis William Tomlinson, przez dłuższy czas zostanie u mnie na praktykach, a potem zajmie moje miejsce, ponieważ no, najmłodsza nie jestem. - odparła pani Morgan śmiejąc się, ale reszta była cicho. Chyba nikt nie będzie za nią tęsknił.
Louis stał na środku pod tablicą i bawił się swoimi palacami. Wygląda tak niewinnie. CO?
-Dobrze, to zabieramy się do pracy, panie Louisie, może Pan usiąść w ostatniej ławce, tam za Harry'm jest wolne miejsce. 
Przeszedł przez cały korytarz ławek, patrząc na mnie, ale czemu on się na mnie gapił.
Zajął miejsce w ostatniej ławce. Położył na nie swoje papiery, a teczkę postawił obok ławki. 
Będzie dziwnie. 

~Loui's Pov
Czekałem przed otwartymi drzwiami klasy i czekałem, aż pani Morgan mnie do poprosi. Trochę się denerwowałem pierwszym dniem praktyk. Bałem się, że sobie nie poradzę, że nauczycielce muzyki nie spodoba się moja praca z uczniami na zajęciach albo coś. Najtrudniejsze dla mnie jest to, że Ci uczniowie są tylko 5 lat młodsi ode mnie, mam znajomego, który ma tyle lat i chodzi nawet do tej szkoły, ciekawe czy też uczestniczy w zajęciach muzycznych. Jak tak to będzie mi jeszcze dziwniej, boję się, że jak już będę tu uczył, jeżeli mi się uda, to nie będą chcieli mnie słuchać z powodu mojego wieku. Zawsze wyobrażałem sobie nauczyciela jako starszego faceta w siwych włosach, albo starszą kobietę w okularach o rudych włosach związanych w kok, a nie 22-letniego chłopaka w vansach, czarnych rurkach i szarej luźniej koszuli. Chyba będę ubierał garnitur żeby wyglądać poważniej, ale wtedy będę wyglądał jak jakiś James Bond, albo tajny agent. Głupia myśl.
Wszedłem po woli do klasy, gdy pani Morgan mnie do niej poprosiła. Rozejrzałem się do klasy w poszukiwaniu jakichś znajomych twarzy, ale takich nie znalazłem. Zobaczyłem Jego. Miał brązowe loki, ciemnozielone oczy i pękne długie rzęsy, pełne usta, ugh takie cudowne usteczka, idealnie pasujące do moje kutasa, spokojnie Tomlinson, wszystko powoli.
Szedłem dalej (cały czas patrząc na niego, niestety on na mnie nie), aby znaleźć się na środku klasy.
-Tak więc to jest... - pani Morgan chciała chciała przedstawić mnie uczniom, ale ja chciałem zrobić to sam, tak po prostu.
-Louis William Tomlinson, ale mówcie mi Lou. - przedstawiłem się.
Spojrzałem na Panią Morgan i z powrotem przeniosłem wzrok na pięknego chłopaka w ciemnych lokach, tym razem on teraz też na mnie patrzył.
-No właśnie, Louis William Tomlinson, przez dłuższy czas zostanie u mnie na praktykach, a potem zajmie moje miejsce, ponieważ no, najmłodsza nie jestem.- czyli, że co, mam tak jakby zagwarantowana tą posadę czy powiedziała to tak sobie?
-Dobrze, to zabieramy się do pracy, panie Louisie, może Pan usiąść w ostatniej ławce, tam za Harry'm jest wolne miejsce. - przebiegłem wzrokiem po klasie, aby znaleźć jedyne wolne w klasie i znalazłem, za nim.
Przeszedłem pomiędzy ławkami innych uczniów, by zająć wolne miejsce, nie spuszczając wzroku z pięknego chłopaka. Położyłem swoje papiery z planem szkoły oraz listą uczniów klas na ławkę oraz w teczkę, w której miałem swoje nuty i różne mało ważne rzeczy i usiadłem na krześle w ławce, za Harry'm.
No właśnie.
Harry.

~Harry's Pov
Siedzę na ławce i właśnie czekam na Brooke, która poprosiła mnie, abym podrzucił ją do domu (zdążyliśmy się pogodzić na długiej przerwie na lunchu), problem w tym, że kończy dwie godziny później niż ja, bo nie miałem dzisiaj angielskiego, bo babka zachorowała, a nie było nikogo na zastępstwo, a poza tym Brooklyn ma jeszcze dodatkowe zajęcia. Wyciągnąłem telefon z kieszeni i włączyłem grę Subway Surf.
Byłem blisko pobicia swojego rekordu gdy nagle usłyszałem huk. Spojrzałem w prawo, pozwalając ludzikowi jebnąć w nadjeżdżający pociąg. Zobaczyłem tego praktykanta z zajęć muzycznych, umm LOUIS.
Podszedłem do niego chowając iPhone'a do tylnej kieszeni swoich spodni i pomogłem mu pozbierać kartki, które powypadały z jego teczki po otworzeniu, przy zderzeniu z ziemią.
-Ugh, ale ze mnie ciota... - spojrzał w moje oczy, jego były jak ocean, o tak, właśnie takie. - umm... przepraszam.
-Ale, nie ma za co. - oddałem mu ostatnie kartki jakie leżały na ziemi, a on schował je do teczki razem z innymi, które sam już podniósł.
Oboje wstaliśmy, Louis zamykał torbę.
-Ummm bardzo Ci dziękuję Harry. - podziękował, ale zaraz, zaraz, zapamiętał moje imię?
-Nie no, ok, ale uuh, pamiętasz moje imię? - zapytałem zdziwiony
-Łatwo zapamiętać imię chłopaka, z tak pięknymi ustami i cudownymi lokami. - odpowiedział szybko, a moje oczy automatycznie się rozszerzyły. Czy on naprawdę to powiedział?
-Uh, przepraszam. - chwycił się za kark i chciał odejść, ale go zatrzymałem.
Odwrócił się i ponownie na mnie spojrzał. Jego oczy kryły wstyd i zażenowanie.
-Spoko, ej jesteś gejem? - zapytałem ciekawy, choć to było nieodpowiednie.
Popatrzył na mnie jak na idiotę, ale to nie ja powiedziałem obcemu chłopakowi, że ma piękne usta.
-To nie Twoja sprawa, dzieciaku.
-Co? dzieciaku? A ty ile masz lat? Dwadzieścia jeden, bo ja dziewiętnaście, więc nie jest dużo starszy. - odpowiedziałem pewnie
-Nie twoja sprawa ile mam lat, jasne? I tak, jestem gejem, ale co z tego? Jesteś zainteresowany? - zapytał krzyżując ręce na piersi i przerzucając ciężar ciała na lewą nogę. Podobnie robi Brooklyn, to zabawne.
Staliśmy tak gapiąc się na siebie, nie wiedziałem co mam mu na to odpowiedzieć, na pewno nie powiem, że tak.
-Nauczyciel i uczeń, to podlega pod pedofilię, proszę pana - facet wydawał mi się spoko, więc uznałem, że mogę się z nim podroczyć.
-Ty zawsze taki mądry?
-A co zazdrościsz?
-Wiesz czego Ci zazdroszczę? Tych idealnych, pełnych usteczek... - przejechał kciukiem po mojej górnej i lewej wardze, co wywołało u mnie dreszcz. - ... oraz tych cudownych loków. - dotknął swoimi palcami moich włosów i lekko za nie pociągnął.
-Dobra starczy, jasne? - oderwałem się od mojego przyszłego nauczyciela i popatrzyłem w dół, na jego krocze (bo na prawdę rzucało się w oczy), no to są jakieś żarty. - Stanął Ci. - zaśmiałem się głośno pokazują palcem na jego erekcję.
-Dziwisz się. - jego policzki oblał róż, lekko przygryzał wargę i okej, to było seksowne, ale Styles, kurwa opanuj się, co ty robisz i o czym ty myślisz.
-Koniec tego cyrku.  Nie spieszy się pan gdzieś czy coś? Może dziew.. chłopak na pana czeka. - poprawiłem się chociaż było to głupie.
-Uh, gdybym miał chłopaka nie dotykałbym Ciebie. - odparł.
-Czy pan zawsze jest taki pewny siebie? - zapytałem.
-Tak, ale miałeś mi mówić Lou, racja?
-Że co?
-No ja przedstawiałem się w klasie, to powiedziałem, że macie mi mówić, po imieniu. - przypomniałem sobie tą sytuację. - Ty masz dziewiętnaście lat? - zapytał nagle, zmieniając temat.
-Tak.
-Powtarzasz klasę?
-Mhm.
-Współczuję kolego. - poklepał mnie po ramieniu, a ja się od niego odsunąłem.
-Nie dotykaj mnie zboczeńcu.
-Przepraszam, za to i za wcześniejsze moje zachowanie, po prostu, ugh, nie ważne. - spojrzał na swój zegarek - Uh, późno, muszę lecieć. Do zobaczenia Harry.
-Do widzenia. - pożegnałem go.
CO DO KURWY SIĘ PRZED CHWILĄ WYDARZYŁO. JA PIERDOLE, TO BYŁO SERIO CHORE.

***

-Wpadniesz teraz do mnie? - zapytała Brooke, gdy wysiadała z mojego Rang Rover'a pod jej domem.
-Uh, jasne. - wysiadłem z samochodu i zakluczyłem go.
Brooklyn złączyła nasze dłonie gdy szliśmy w kierunku drzwi frontowych jej domu. Przekroczyliśmy próg, Brooke zawołała czy ktoś jest w domu. Cisza. Ukucnął i zdjąłem buty, gdy wstałem, dziewczyna rzuciła się na moją szyję i zaczęła całować. Chwyciłem jej tyłek i podniosłem do góry, owinęła swoje nogi wokół mojej tali. Poszedłem do salonu i położyłem ją na kanapie. Zdjąłem swoją koszulkę ukazując jej, swoje wyrzeźbione ciało. Mruknęła. Podobał jej się widok, wiem to. Zdjąłem jej sweterek oraz koszulkę i znowu zacząłem całować. Trwało to mniej więcej piętnaście sekund, po czym się od niej oderwałem.
-Co się stało? - zapytała i podniosła się na łokciach.
Wstałem i podniosłem z moją koszulkę z podłogi, aby móc ją z powrotem założyć.
-Co ty do cholery robisz? - zadała kolejne pytanie, widząc moje zachowanie, na które nie odpowiedziałem.
-Przepraszam, muszę iść. - powiedziałem ubierając swoje buty i wychodząc z domu.
Co się ze mną działo? Zawsze gdy dochodziło do takich sytuacji z Brooke, mój kolega budził się do życia, a teraz? Nie. Ani trochę mnie nie podnieciła. Kurwa, nie mogłem tak "pracować".
Wsiadłem do auta i pojechałem w kierunki swojego domu.

Gdy już byłem w domu, napisałem SMS'a do Brooke:



A po chwili dostałem od niej odpowiedź:


Czyli raczej jest zła. Zawsze jak jest wkurzona pisze: "spoko" albo "taaa", ale o co jej chodzi. Nie chciałem z nią uprawiać seksu to nie. Może się nastawiła, po tym jak się całowaliśmy i zaczęliśmy rozbierać, ale przeprosiłem przecież.



Napisałem jej ostatnią wiadomość, ale już mi nie odpisywała. Mam ją gdzieś, idę coś zjeść.

***************************************

Coś mi chyba nie wyszedł ten rozdział, ale pisałam tak na szybko, bo chciałam dodać jeszcze teraz,bo nie wiem czy jutro wejdę na laptopa :/ 

Proszę o komentarze xx

2 komentarze:

  1. Rozdział jest świetny :) Rozśmieszyła mnie ta sytuacja z Larrym xD haha mam nadzieję że Harry'emu szybko się w głowie ułoży że podoba mu się Louis. No nic, czekam na kolejny rozdział ;)
    Kocham Cię i życzę weny ♥
    @ahmyHazz

    OdpowiedzUsuń
  2. Pisz szybko następny :) pan Lou jest baardzo śmiały jak na pierwszy dzień ;) a ta Brooke mnie wkurza :/ ale rozdział super, pisz kolejny @Artystka22

    OdpowiedzUsuń

Szablon by S1K